Wstępniak, czyli pedograf pośród Ormiąt

Wiele osób pyta się mnie, co robię w Armenii. Gdybym był złośliwy, odparłbym, że w Armenii robi się z grubsza to samo co wszędzie indziej na świecie. No może niekoniecznie, tu nie chodzi się bowiem w krótkich spodenkach i nie patrzy się w lusterko podczas jazdy autem – ale reszta jest podobna.

Ale, rzecz jasna, nie jestem złośliwy, dlatego odpowiadam zgodnie z prawdą: zostałem GŁEKARMEM, czyli GŁównym EKonomistą ARMenii, a w wolnych chwilach przemycam broń do Górskiego Karabachu, a także organizuję tam azerską siatkę szpiegów oraz hodowców owiec. A dla niepoznaki ratuję przed wyginięciem ormiańskie pandy i wieloryby.

Dla kogo nie jest przeznaczony ten blog?
Kobietom w ciąży oraz osobom, które chcą dogłębnie poznać Armenię, czy też zrozumieć istotę ormiańskości, odradza się czytanie tego bloga. Będę bowiem brutalny: nie interesuje mnie poznawanie innych kultur. Są bowiem dwie opcje: albo kultury są tak do siebie podobne, że nie ma to najmniejszego sensu [przykładowo, w Polsce wódkę się popija, a w Rosji zagryza się (a właściwie: zakusza się) – tyle jeśli chodzi o różnice kulturowe], albo są na tyle odrębne, że – jeśli nie jest się zwariowanym wariatem, fanatycznym fanatykiem czy pasjonującym pasjonatem antropologii itp., to zgłębianie takiej kultury jest nieco jałowe. Może nie są one jak ocean z Solaris, ale i tak nie jest łatwo (przykład: Chinka w restauracji po zamówieniu posiłku wstaje bez słowa i wychodzi na ponad godzinę, po czym wraca i generalnie przystępuje do konsumpcji bez szerszych wyjaśnień; drugi przykład: kierowca ciężarówki, który wziął na stopa w Mongolii, wysadza Cię gdzieś na środku stepu o drugiej w nocy, mówiąc, że do najbliższej osady jest jakiś kilometr, podczas gdy w rzeczywistości jest to kilometrów sto dwadzieścia sześć).

Już w 2008 r. z relacji po podróży “Południowy Wschód” (Ukraina – Rumunia – Bułgaria – Turcja) pisałem:

Ludzie wszędzie są tacy sami. Mówią różnymi językami, ale zachowują się w gruncie rzeczy podobnie. Rdzeń istoty ludzkiej pozostaje mniej więcej wszędzie identyczny. Matka tuląca dziecko jest zjawiskiem uniwersalnym; miłość jest czymś powszechnym, ponadnarodowym (co by, nawiasem pisząc, dowodziło o słuszności tez prakseologii).

Teraz, mądrzejszy o kilka lat, mogę to ująć następująco: ludzie wszędzie chcą tylko żyć i żreć.

Nie, rację – jak zresztą zawsze – ma Krul: ludzie mają także bardziej wyrafinowane potrzeby. Pragną np. seksu.

Po co zatem podróżuję? Dla zdjęć, rzecz jasna. No dobra, i dla tzw. smaczków, czyli tego, że np. w Armenii ludzie nie jedzą normalnego chleba, tylko lawasz, a rząd armeński wykorzystuje skłonność Ormian do hazardu do zwiększenia ściągalności podatków poprzez organizowanie loterii, w których losowane są numery paragonów.

I jeszcze jeden cytat z mojej dawnej relacji:

Oczywiście, są odchylenia – i to właśnie one sprawiają, iż poznawanie różnych nacji jest tak cudowne.

O czym będzie więc ten blog?
Blog będzie więc o moich wrażeniach z tego kraju. Nie będę oddawał istoty Armenii, lecz jedynie dzielił się smaczkami i impresjami, inspirowanymi pobytem na Zakaukaziu.
Będzie subiektywnie, dużo uogólnień, mało reporterskiej rzetelności, czyli i tak o niebo lepiej niż w naszych mediach 🙂
Będą zdjęcia, ale robione syfrakiem lub telefonem, a więc właściwie nie “zdjęcia” (trochę potrwa, zanim uzyskam skany z negatywów), tylko “foty”. Nie będzie to fotoblog, a publikowane foty nigdy nie miały mieć ani krzty wartości estetycznej, lecz wyłącznie wartość informacyjno-ilustrującą.

Wpisy będą pojawiać się regularnie – zawsze wtedy, kiedy mi się zachce.

Poniżej Armenia w jednym zdjęciu, czyli kościół i brunetki:
blog

Advertisements
This entry was posted in Refleksje o podróżowaniu and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Wstępniak, czyli pedograf pośród Ormiąt

  1. J says:

    Wszystko dobrze i ciekawie, i jeszcze kościół, i brunetki. Tylko skąd ten freudowski cynizm (a może hipsterska ironia), że życie to tylko żreć i dupczyć? Przecież nawet człowiek sowiecki, jak już sie nażre i nadupczy – co, nie ukrywajmy, przydarza się rzadko – to spocznie sobie ledwie na chwilę i już tęsknota chwyta jego ruską duszę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s