Co lubię i czego nie lubię w Armenii?

Przedstawiam listę tego, co mi się podoba i tego, co mi się nie podoba w tym zakaukaskim kraju. Zestawienie nie będzie długie, gdyż do poszczególnych punktów planuję wracać w odpowiednim czasie.

Co jest na propsie?
1. Kobiety. Armenia to raj dla zwolenników kobiet, a zwłaszcza dla sympatyków ciemnych włosów.

2. Jedzenie. Po kobietach druga najważniejsza rzecz na świecie. Dobre (kebab, wiadomka) i przede wszystkim tanie (kebaba można nabyć przeciętnie za 700 AMD, czyli jakieś 5,5 PLN, choć raz przy dworcu kolejowym jadłem tę potrawę za 350 AMD) – to bardzo ważne dla sadłowców.

3. Napoje. Są tanie. Ze względu na upały to bardzo ważny punkt. I mają kwas chlebowy (0,5l można nabyć już za 150 AMD).

4. Kobiety. Są naprawdę piękne.

5. Marszrutki. To, nie licząc pociągów, bodaj mój ulubiony środek transportu. Ponieważ absolutnie nie znam się na komunikacji zbiorowej, wysuwam tezę, że – ze względu na swoją elastyczność – jest to najlepszy z możliwych miejskich środków transportu (abstrahuję tu od metra). No i są tanie, przejazd (na dowolną odległość) kosztuje 100 dramów, czyli mniej niż 1 PLN.

6. Góry. Od dawna wiadomo, że ci z dołu są jacyś dziwni. A ci z gór nie. No i widok na Ararat – jakiś kosmos.

7. Godziny pracy. Ormianie, jak na normalnych ludzi przystało, zaczynają pracować o 9:00. To znaczy metro jeździ od 7:00, ale generalnie sklepy są czynne od dziewiątej. I pracują długo, tak do 19:00 – 20:00.

8. Kobiety. Wspominałem o kobietach? Jedzenie też jest dobre. Dobre i tanie.

Co jest słabe w Armenii?
1. Upały. Temperatury powyżej 30 stopni nie sprzyjają sadłowcom.

2. Język. Ormianie niestety nie posługują się normalnymi literami, ani nawet cyrylicą, tylko jakimiś śmiesznymi znaczkami-robaczkami. Dziwnie też mówią, do niczego ta ich mowa nie jest podobna.

3. Brak deptaków. W Erywaniu nie ma wąskich średniowiecznych uliczek czy starego miasta na modłę europejską – są wielkie arterie i bulwary, wszędzie więc słychać klaksony, na których opiera się kierowanie pojazdami mechanicznymi w Armenii.

4. Kobiety. Niechętnie wchodzą w interakcje z cudzoziemcami. Bardzo przygnębiająca sprawa.

PS. Lubię jeszcze erywańskie rzeźby. Na zdjęciu poniżej widzimy jedną z nich, na cześć słynnego królika Ararata, który założył Erywań i od którego góra wzięła swoją nazwę. Czy jakoś tak.
DSC_0004

Advertisements
This entry was posted in Armenia and tagged , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s