Przymus fotografowania

Swego czasu krążyło po Internetach zdjęcie grupki fotografów, którzy niczym sępy – otoczyli ranną gdzieś tam osobę i zaczęli jej robić zdjęcia.

Łapię się na tym, że zaczynam mieć podobnie.
Byliśmy na wycieczce, szliśmy lasem. Ktoś zauważył małego ptaszka, który spadł z gniazda na ziemię. Podczas gdy ta Ormianka zastanawiała się, jak mu pomóc, wyciągnąłem wraz z innymi aparat i go zdjąłem. Zadowolony z siebie – jaka słodka ptaszyna! – poszedłem dalej. Ja wiem, że nic nie mogłem zrobić, bo ani skrzydełek nie naprawię, ani mu matki nie znajdę czy nie zastąpię. Ale to było dziwne.

Tak samo jak pies. Zobaczyłem świeże zwłoki psa. “Bardzo przygnębiające” – pomyślałem. “Chyba zrobię mu zdjęcie” – dodałem i wyciągnąłem sprzęt.

Jeszcze nie osiągnąłem poziomu japońskiego turysty, ale to jest to, co aparat cyfrowy robi z ludźmi. Obydwa zdjęcia zrobiłem syfrówką, gdyż aparatem na kliszę było mi szkoda klatki po prostu. Tymczasem bezkosztowość syfraka powoduje, że najniższe instynkty nie napotykają na żaden opór. Przez niecałe trzy tygodnie zrobiłem jakieś pięć rolek (180 ujęć) oraz jakieś 700 zdjęć cyfrowych, czyli prawie 4 razy tyle. Koszmar.

Advertisements
This entry was posted in Refleksje o fotografowaniu and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s