Moja filozofia podróżowania

Podróżować można na wiele sposobów. Omówię trzy z nich: na niemieckiego turystę, na polskiego turystę i na włóczykija.

1. Na Niemca
Stereotypowy podstarzały niemiecki turysta kupuje sobie tzw. objazdówkę po zagranicznym kraju. Nie znoszę objazdówek (tak, na żadnej nie byłem). Dlaczego? Po pierwsze, nie lubię być traktowany jak bydło/dzieci na zielonej szkole: “Teraz się zatrzymamy, mamy pół godziny na zwiedzanie i kwadrans na kupno pamiątek, przerwa na obiad i siku będzie później”. Po drugie, na ogół zwiedza się kościółki i inne słynne budowle, przy których kręcą się dzikie tłumy. Koszmar. Oczywiście, ma to pewien plus, jest wygodne, no i człowiek się przemieszcza, zwiedzając istotną część kraju. Po trzecie, nie stać mnie na nie.

2. Na Polaka
Stereotypowy Polak z familią jedzie nad Bałtyk lub do nadmorskiego kurortu gdzieś za granicę, np. Słonecznego Brzegu w Bułgarii. Robi sobie jednak, patrząc bardzo optymistycznie, ze dwie wycieczki – aby nie było: do stolicy i do jakiegoś rezerwatu czy kościoła. Wykupuje lokalną ekskursję (o ile nie była już w pakiecie) albo – jeśli jest bardziej ogarnięty – wynajmuje samochód. Zalety: jest sam sobie panem, sterem i okrętem. Wady: wyjazd jest głównie stacjonarny, czas spędza się na ogół na hotelowym basenie.

3. Na włóczykija
Jest to połączenie opcji numer 1 i 2. To znaczy jest to szalone przemieszczanie się, ale samemu, a nie z biurem podróży i grupą 40 spoconych Niemców. Zwiedza się niekoniecznie największe atrakcje turystyczne, ale raczej podejrzane speluny i po prostu tam, dokąd akurat jest marszrutka. Jest to sposób podróżowania wiatroduchów, którzy nie mogą usiedzieć zbyt długo niż w jednym miejscu. Ja – nie licząc wyjazdów familijnych, na których zresztą mogę ostatnio wytrzymać maksymalnie tydzień w jednym miejscu – najdłużej w jednym miejscu spędziłem 3 noce (na majówce 2013, w Pasterce) – no i tutaj, w Erywaniu, w którym mieszkam już długo. Na szczęście Armenia jest wielkości województwa wielkopolskiego, także nie ma problemu z łatwym robieniem jednodniowych wycieczek.

Przemieszczanie się ma istotną zaletę: poznaje się kraj – nawet jeśli jest to tylko poprzez szyby marszrutki, to i tak jest to lepsze niż hotelowy basen. Wada jest taka, że bywa to takie powierzchowne zwiedzanie. Czyż nie więcej o Mongolii dowiedziała się pewna Polka, która żyła z jedną rodziną w jednej wsi przez 2 miesiące, niż ja, który jeździłem po tym kraju jak wariat przez jakieś 10 dni?

Wyjątkowo wpis ilustruje zdjęcie z Mongolii, znad Wielkiego Białego Jeziora, ale to dlatego, że dobrze oddaje chyba moją filozofię podróżowania a la Nomad:

Negative0-27-27(1)

Advertisements
This entry was posted in Refleksje o podróżowaniu and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s