Fotografie, które nie powstały

Praca fotografa nie jest łatwa. Szczególnie dotyczy do pedografów, którzy ryzykują dostaniem po mordzie od wkurzonych rodziców dzieci (obiektów fotografii), oraz maniaków negatywów. Nie jest bowiem łatwo dostać odpowiedni materiał. Oczywiście, obleśnego kolorowego Kodaka dostanie się prawie wszędzie, ale po Ilforda musiałem jechać z Erywania do Tbilisi 🙂
Poza tym, łatwo o jakieś pypcie czy rysy na negatywach. Czasem w labach źle wywołają negatyw – zdarzyło mi się to dwukrotnie i każde takie wydarzenia odbiło się bardzo negatywnie na mojej psychice, chlałem z rozpaczy przez miesiąc. Podobnie jak ostatnia awaria obiektywu, który zdążył mi prześwietlić 12 negatywów – w tym z Karabachu i Abchazji – zanim zorientowałem się o usterce.

Najgorsze są jednak zdjęcia, które nigdy nie powstały. Takie fotograficzne kontrfakty. Część nie powstaje z powodu jakichś głupich moich zasad – według których nie fotografuję ludzi modlących się w kościołach czy żebrzących na ulicy itp. – a część z tego, że jestem dość nieśmiały i po prostu czasem mi głupio tak bezczelnie kogoś zdjąć.

Najgorsze są jednak te zdjęcia, które mogłyby powstać. Te ujęcia, które już miałem wykonywać, ale chciałem jeszcze poprawić kompozycję/parametry oświetleniowe i zanim to uczyniłem, słońce zachodziło za chmurę, a facet z głową konia znikał w zaułku. Te niezliczone przypadki, gdy już naciskałem spust migawki, ale autofocus zdradziecko postanawiał, że nie wyostrzy mi ujęcia (ostatnio już prawie zdjąłem kobietę z czerwonym parasolem na tle starych budynków Sewanu, zawsze chciałem zdjąć kobietę z czerwonym parasolem, wszak to symbol). Te kadry, kiedy chciałem poczekać na lepsze ułożenie czyjegoś ciała albo na to, aż przechodzący pies wejdzie mi na pierwszy kadr – oczywiście nigdy nic takiego się nie dzieje i szansa przepada.

Tym samym traci się w pewien sposób część rzeczywistości – bo taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy i ja jej nie będę miał na błonie. Jakaś cząstka świata przepada wtedy dla mnie na zawsze – mimo że była na wyciągnięcie ręki. Strasznie dziwne.

Czasem sobie zapisuję te ujęcia. Ostatnie było takie: piekarnia w Erywaniu, przed którą było przejście dla pieszych i zaparkowana stara łada po lewej stronie kadru. Przed sklepem kolejka, a w tej kolejce oprócz kupującej właśnie babuszki w chuście facet z psem husky na smyczy. I ten pies właśnie stawał na dwie nogi, bo był trochę opóźniony w rozwoju i myślał, kretyn, że w piekarni dostanie trochę kiełbasy. W każdym razie to było bardzo fotogeniczne i World Press Photo byłoby moje. Ale zanim podbiegłem kilka kroków, ustawiając wszystko w aparacie, babcia już kupiła plik lawaszy, a facet osiodłał psa i szybko na nim odleciał w kierunku Araratu.

Najgorsze jest, że i tak o tych ujęciach później zapominam. A jeśli o czymś nie pamiętam, to jest trochę tak, jakby to dla mnie nie istniało. Nie ma czegoś na zdjęciu, to nie istnieje – takie trochę zboczenie fotograficzne. Tak, to przeradza się w patologię. Przykładowo, absolutnie nie widzę sensu w zwiedzaniu nowych miejsc, jeśli nie mam przy sobie aparatu na kliszę. Dwa razy znalazłem się w takiej sytuacji: raz w Lublinie i w ostateczności kupiłem obrzydliwego kolorowego Kodaka, a raz ostatnio – i dlatego udałem się do Tbilisi, jakieś 300 km od Erywania, by kupić Ilforda.

Hm… zabawne, właśnie zorientowałem się, że pisałem o tym problemie już w 2008 r.:

w zasadzie zdjęć „potencjalnych”, czyli takich, których chciałbym zrobić, ale nie zrobiłem mam więcej niż tych rzeczywiście popełnionych. Tak sobie teraz myślę, że tak naprawdę najwięcej obrazów to ja zapominam. Staram się, oczywiście, zapamiętać jak najwięcej z tej wyprawy i niektóre sytuacje (jak tuszę) uda mi się na zawsze zachować w mym umyśle (na przykład dziewczynkę z kotkami), ale – nie oszukujmy się – większość kadrów, które teraz tak usilnie pragnę przyswoić wraz z upływem czasu (o, znowu ten czas!) zwyczajnie odejdzie w mroki niepamięci.
Po wyjeździe zostanie trochę mglistych wspomnień oraz kilkaset zdjęć.
Dużo to, czy mało?

Advertisements
This entry was posted in Refleksje o fotografowaniu and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s