Komitas

Komitas jest bodaj – oczywiscie, po System of a Down, lol – najwybitniejszym muzykiem ormiańskim.

Oto, co pisał o nim Kapuściński (rzecz jasna, autor nie miał książki w ręku, ale bezczelnie przepisał fejsbukowy post Agnieszki Wasilczuk):

Komitas jest dla Ormian tym, czym Szopen dla Polaków: ich geniuszem muzycznym. Nazywał się Soomo Soomonjan, ale jako mnich przybrał imię zakonne Komitas i tak go tu nazywają. Urodził się w 1869 roku w Turcji. W Turcji mieszkała wtedy większość Ormian, różnie podają: 2 albo 3 miliony. Studiował kompozycję w Berlinie. Całe życie oddał muzyce ormiańskiej. Wędrował po wsiach zbierając pieśni. Stworzył dziesiątki, inni mówią, że setki utworów, wspaniałych, wielkich, znanych wszystkim filharmoniom świata. Napisał msze, do dziś śpiewane w kościołach ormiańskich.

W 1915 roku zaczęła się w Turcji rzeź Ormian. Do czasów Hitlera była to największa rzeź w dziejach świata, zginęło w niej półtora miliona Ormian. Żołnierze tureccy wciągnęli Komitasa na skałę, z której mieli go strącić. W ostatniej chwili uratowała go córka sułtana Istanbulu, jego uczennica. Ale już widział przepaść i to pomieszało mu zmysły.
Miał wtedy 45 lat. Ktoś go zawiózł do Paryża. Nie wiedział, że jest w Paryżu. Żył jeszcze 20 lat. Nie wydał żadnego głosu. 20 lat w zakładzie dla umysłowo chorych. Mało chodził, milczał, ale patrzył. Można sądzić, że widział, ci, którzy go odwiedzali, mówią, że przyglądał się twarzom.
Zapytany nie odpowiadał.
Próbowali różnych rzeczy. Posadzili go przy organach. Wstał i odszedł. Grali mu płyty. Sprawiał wrażenie, że nie słyszy. Ktoś położył mu na kolanach instrument ludowy, tar. Ostrożnie odłożył. Nikt nie wie na pewno, czy był chory. Bo jeśli wybrał milczenie?
Może to była jego wolność?
Nie zginął, ale już nie żył.
Istniał-nie-istniał w tym zawiedzeniu między życiem a śmiercią, w czyśćcu obłąkanych. Ci, którzy go odwiedzali, mówią, że był coraz bardziej zmęczony. Pochylił się, wychudł, sczerniał. Czasem przebierał palcami po stole, w ciszy, bo stół nie wydawał odgłosu. Był spokojny, zawsze poważny.
Umarł w 1935 roku: a więc dopiero po dwudziestu latach upadł w przepaść, przed którą uratowała go kiedyś córka sułtana Istanbulu, jego uczennica.
[Ryszard Kapuściński, Wanik, czyli druga Armenia (w:) Tegoż, Kirgiz schodzi z konia/Chrystus z karabinem na ramieniu, Czytelnik, Warszawa 1990, s. 28-29].

DSC_0530

Advertisements
This entry was posted in Armenia and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s