Dlaczego wolę Armenię od Gruzji?

Jeżeli ktoś mnie się pyta, dokąd lepiej pojechać – do Armenii czy do Gruzji – zawszę mówię, że do Gruzji.
Jednocześnie na pytanie, gdzie mi się bardziej podoba, odpowiadam, że Armenia. Nie oznaczać to musi koniecznie, że choruję na schizofrenię, lecz wyłącznie to, że z tych samych powodów, dla których Gruzja jest ciekawszym miejscem destynacji dla większości osób, ja wolę Armenię.

Dlaczego lepiej jechać do Gruzji?
Istnieją cztery podstawowe argumenty za wybraniem Gruzji.
1. Pierwszy jest logistyczny – Wizzair lata do Kutaisi, nie do Erywania czy Giumri.
2. Drugi jest taki, że Gruzja jest bardziej różnorodna: jest tam i morze, i półpustynia przy granicy z Azerbejdżanem, jak i wysokie góry alpejskie na północy (np. lodowiec Kazbeg w okolicach Kazbegi) czy winnice nie tak wysokiej Kachetii.
3. Trzeci wiążę się częściowo z poprzednim. Gruzja jest po prostu atrakcyjniejsza turystycznie. Są tam nie tylko monastery, jak w Armenii, ale oprócz tego kamienne wieże obronne w Swanetii czy Tuszetii, pałace, winnice, skalne miasta, stare miasto w Tbilisi, muzeum Stalina w Gori oraz hodowla małp w sąsiedniej Abchazji (w Suchumi, dokładniej rzecz ujmując).
4. Czwarty argument dotyczy tego, że Gruzja jest bardziej zachodnia – czy może lepiej: bałkańska – niż Armenia, w której znacznie silniejsze są wpływy sowieckie. Oprócz napisów po gruzińsku są napisy po angielsku, a nie rosyjsku, drogi są lepsze, a transport i infrastruktura turystyczna lepiej zorganizowane (np. dużo łatwiej o nocleg na kwarterze). Więcej osób mówi po angielsku.

Dlaczego wolę Armenię?
Istnieją dwa podstawowe argumenty, dla których wolę Armenię, a które bezpośrednio wynikają z wymienionych wyżej punktów.
1. W Armenii będzie mniej skretyniałych turystów, którzy przyjechali “bo tutaj ludzie są tacy gościnni”, o czym przeczytali u Mellera czy Pakosińskiej. O ile Gruzja już nie jest czymś egzotycznym, o tyle Armenia wciąż pozostaje w dużej mierze nieodkryta i nierozpoznana przez turystów (choć to się szybko zmienia). Dodatkowym plusem jest brak morza – jak bowiem powszechnie wiadomo, morza mają tę właściwość, że przyciągają do siebie głupiutkie blondynki oraz ich “misiów”. W Armenii nie ma rosyjskich turystów szturmujących abchaskie wybrzeże, nie ma zorganizowanych wycieczek do Kazbegi czy objazdówek po winnicach Kachetii. Słowem: Gruzja staje się zbyt mainstreamowa jak dla Sieronia.
2. Drugi argument jest taki, że w Armenii nic nie ma oprócz monasterów i Kaskad w Erywaniu. Dominuje surowy, skalisty pejzaż Wyżyny Armeńskiej. I nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to mi się jakoś podoba. Ta surowość, ten minimalizm. Nie ma tutaj feerii barw, nagłych zwrotów akcji, zmian scenerii. Jest surowy pejzaż i niezmienny Ararat. Ta monotonia przestrzenna i czasowa – monastery stojące od setek lat w jakichś trudno dostępnych górskich miejscach. Imponuje mi to, że Ormianie potrafią żyć w takim mało życzliwym pejzażu, wciskać te swoje wioski z czerwonego kamienia pomiędzy góry a wąwozy. Żyć i cieszyć się tym. Chwalić się nieociosanym, nieco ponurym pięknem tej ziemi, walczyć i umierać za te trochę skał i kilka drzew granatowych.
3. Trzeci argument jest taki, że Gruzja jest dla mnie zbyt zachodnia, zbyt bałkańska, za hałaśliwa. Dlatego od lat odkładam wyjazd na Bałkany, bo tam jest – jak to sobie wyobrażam – zbyt głośno. Ja jestem z Kongresówki, dlatego być może lepiej się czuję w postsowieckiej rzeczywistości Armenii niż bałkańskiej Gruzji. Wszechobecne ślady socrealistycznej architektury mnie nie bolą, nie ranią mojego gustu architektonicznego, którego zresztą chyba nie mam. Wolę Erywań z jego parkami i kawiarniami, radzieckim molochizmem i zdechłym industrialem, bulwarami i zburzonym starym miastem niż Tbilisi z jego wyrafinowaną urbanistyką i starą zabudową (tak, piję do tego artykułu). Poza tym kierunek zachodni obrany przez Gruzję wydaje mi się nieco sztuczny, przymuszony, niepasujący do Zakaukazia (choć i Ormianie, i Gruzini powiedzą, że należą do Zachodu) – nic mnie tak nie wkurza w Tbilisi jak powiewające flagi eurosojuza zawieszone w urzędach administracji publicznej nie wiadomo po co i dlaczego.
4. Ostatni argument łączy się z poprzednim i nawiązuje do pewnej rosyjskojęzycznej piosenki, w której refren brzmiał “W Jerewanie żywut Ormianie”. W Armenii mieszkają Ormianie, a tych lubię bardziej niż Gruzinów, którzy są kochani, acz dla mnie zbyt krzykliwi. I jak już pisałem we wpisie na temat Ormian, w pewnym sensie imponuje mi ten mały naród – naród, który przez osiemset lat (a nie tam głupie 123 lata) żył pod obcym panowaniem, lecz mimo to niezmiennie tu tkwi niczym góra Ararat.

arkadiush038b.w.

Advertisements
This entry was posted in Armenia, Gruzja and tagged , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Dlaczego wolę Armenię od Gruzji?

  1. Niestety nie byłem, ani tu ani tu. Natomiast polecem Bałkany. Bardziej Bośnię niż Chorwację. Wolę tą pierwszą, właśnie ze względu na dzikość i lekka pogardę dla kultury zachodu.

  2. ewa says:

    W tym roku byłam w Gruzji, do Armenii wybieram się w przyszłym. Podobnie jak biskup polecam te “gorsze” niewyczesane Bałkany: Albanię, Serbię czy BiH. Te kraje trzeba zobaczyć, zanim staną się turystyczną kalką Chorwacji czy nawet Czarnogóry.

  3. Kama says:

    Tydzień szwędania się po Gruzji. Dziś pierwszy dzień w Erywaniu i mogłabym podpisać się pod tym wpisem. Amen. 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s