Dlaczego nie lubię fotografii koncepcyjnej i reportażowej?

Staram się być wierny dewizie “używaj rzeczy zgodnie z przeznaczeniem”. Przeznaczeniem, naturą fotografii jest oddawanie tego, co było. Tylko tyle. A może aż tyle. Innymi słowy, aparat rejestruje to, co rzeczywiście się zdarzyło. Oczywiście, oddaje to w inny sposób niż ludzkie oko postrzega świat, czasem rejestruje to, czego ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec (przy b. krótkich czasach), niemniej fotografowana scena zawsze istniała w rzeczywistości.
Do tego punktu wszystko jest proste. Teraz istnieją dwie możliwości: albo fotograf nie ingeruje w rzeczywistość zewnętrzną, albo ją kreuje. Ustawia modeli, komponuje kadry według własnego zamysłu itd. – nadal aparat rejestruje to, co się zdarzyło (np. model w masce konia), jednak dla mnie nie jest to PRAWDZIWA fotografia. Jest to hm… malarstwo przy pomocy aparatu fotograficznego. Nie zależy nam wtedy na Prawdzie, tylko na Pięknie. Takie zdjęcia nie oddają tego, jak się toczy życie, jak płynie naturalnie rzeka egzystencji, tylko jakiś sztuczny zbiornik, zbudowany przez nas. Niby nie ma w tym nic złego, ale jednak wydaje mi się, że istota fotografii – zdjęcie oddaje to, co było – sugeruje, że fotografowany obiekt był przed kadrem bez żadnej ingerencji.
Dlatego nie lubię specjalnie tych wszystkich wydumanych kompozycji, wycezylowanych kadrów. Nie lubię fotografii mody, a robiąc portery zawsze czuję się jakoś nieswojo. Bo sam fakt robienia zdjęcia wpływa na osobę fotografowaną i zaburza w ten sposób naturalną strukturę wszechświata.

Tu dochodzimy do tego, dlaczego nie lubię też reportaży, choć po tym, co napisałem, powinno wydawać się, że powinienem być wielkim jej fanem. Otóż, nie lubię reportaży, bo to wchodzenie butami w czyjeś życie. “Sfotografujmy głodne dzieci w Ugandzie” – Warszawiaki to lubią. I taki reporter jedzie i wraz z tuzinem innych reporterów foci na wyścigi wzdęte brzuszki. Potem hipsterzy siedzą w kawiarniach i komentują zdjęcia, a fotograf wygrywa nagrodę. To jest instrumentalne.
Nie lubię reportaży z jeszcze jednego powodu: to jest pewna subtelna odmiana fotografii koncepcyjnej tak naprawdę. Bo to nie jest oddawanie rzeczywistości takiej, jaka jest naprawdę, tylko taka, jaka pasuje do wybranego przez nas tematu reportażu. Jest to wcześniejsze zaprogramowanie aparatu, że będzie fotografował tylko określony wycinek rzeczywistości. Takie kadry robił, jakie lubi Redakcja.

Tych pisanych reportaży też na ogół nie lubię. Bo jedzie sobie taki korespondent i pyta się innych ludzi o ich przeżycia wojenne tylko dlatego, by zrobić materiał. Naprawdę, to jest wchodzenie buciorami w czyjeś życia.

Dlatego najbardziej lubię dwie dziedziny fotografii: pejzaże i fotografię uliczną. Obie te dziedziny polegają na tym samym: na chodzeniu i zdejmowaniu kadrów, które mi się podobają (zarówno w górach, jak i w mieście). Bez pozowania, bez ingerencji, bez wchodzenia buciorami w czyjeś życie, bez określonej tezy.
Taka perspektywa włóczącego się psa. Psa z aparatem.

Porównajcie sami (w każdym przypadku mamy dobre zdjęcie, a przedstawiona scena zaistniała przed obiektywem):

Fotografia koncepcyjna (Chris Anthony):
4

Fotografia reportażowa (Kevin Carter; każdy chyba słyszał historię tego zdjęcia, więc powstrzymam się od komentarzy):
100-najwazniejszych-zdjec-swiata.-kevin-carter

Fotografia pejzażowa (Ansel Adams, choć swoje zdjęcia również cyzelował, to jednak jego budulcem była Prawda):
Adams_The_Tetons_and_the_Snake_River

Advertisements
This entry was posted in Refleksje o fotografowaniu and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s