Toasty na Zakaukaziu

W Polsce nie ma kultury picia. Chleje się szybko, a niektórzy piją nawet bez toastów. Tymczasem, jak mawiał mój niezrównany nauczyciel matematyki w liceum, bez toastów to pijaństwo. (To prawdopodobnie największa mądrość, jaką wyniosłem z reżymowej szkoły). Ale nie chodzi o jakieś prymitywne “na zdrowie”, czy quasi-zabawne “za czeską marynarkę wojenną” – prawdziwy toast powinien coś znaczyć. Tak się pije na Zakaukaziu. Zawsze musi być toast, poważny, kilka zdań przynajmniej, często jakaś anegdota.

Oddajmy głos pseudoreportażyście Kapuścińskiemu:

Gruzini wiedzą, że kultura stołu, obrządek stołu, w Europie zarzucone i zapomniane, że biesiada została odarta ze swoich treści, a toast zredukowany do monosylab (no to cyk!) albo do grafomanii (chluśniem, bo uśniem!). Bardzo to są niesmaczne dla Gruzina zwyczaje (Zaproszenie do Gruzji, w: Kirgiz schodzi z konia).

W Rosji są trzy obowiązkowe toasty: za życie, za przyjaźń i za miłość, ale tam nie ma tam takiej tradycji toastów jak w Gruzji. Po pierwsze, kultura toastów dotyczy tylko wina. Być może dlatego nie istnieje w Rosji czy w Polsce i wykształciła się w winem stojącej Gruzji (ale, nie muszę tego chyba dodawać, sam zwyczaj pochodzi, rzecz jasna, z Armenii – tak przynajmniej twierdzą Ormianie, a ja nie mam podstaw, by im nie wierzyć). Po drugie, tylko w Gruzji mamy suprę, czyli całą biesiadę, i tamadę, czyli mistrza toastów. On i tylko on je może wznosić. Może jednak pozwolić komuś innemu, ale nie musi (Są też specjalnie wyznaczane osoby, które polewają wino. Kieliszek napełnia się do 3/4, a pije się nie do dna, lecz tak, by odrobina została). Tamadą zostaje na ogół najlepszy mówca, wybierany wspólnie. W bardziej ekstremalnych wersjach takiej imprezy bez zgody tamady nie można oddalić się od stołu, nawet do toalety.

Bo supra to rodzaj rywalizacji. Kto ma słabszą głowę (lub pęcherz), ten przegrywa. Jako forma rywalizacji, i to w dodatku z udziałem alkoholu, jest to tradycyjnie rozrywka męska (do tego stopnia, że czasem, obecnie głównie na prowincji, kobiety siedzą przy oddzielnym stole) – w tym sensie, że kobieta może w dowolnym momencie odmówić picia wina (kobietom nie wypada się upijać), natomiast w przypadku facetów jest to niedopuszczalna oznaka słabości i małych jąder.

Toasty są męską sprawą, stół nie jest dla kobiet. W Gruzji istnieje kult kobiet, ale wyrażany w inny, nie biesiadny sposób. Istniał tu piękny zwyczaj w latach wojen bratobójczych: kiedy na pole walki wkraczała kobieta, Gruzini przerywali bitwę (ibidem).

Rywalizacja odbywa się na jeszcze dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, kto wzniesie lepszy toast (zakładając, że tamada jest liberalny). Oczywiście, im bardziej wzniosły i patetyczny, tym lepiej. I choć można się czasem z tego śmiać, to jednak jest w tym pewne sacrum. Jest to forma uświęcenia picia alkoholu. Supra nie jest więc zwyczajną popijawą, zgnojeniem się i totalnym resetem – nie chodzi w niej o picie dla picia. I choć można twierdzić, że to po prostu racjonalizacja pijaństwa – w dodatku śmieszna przez swój patos – ja będę jej bronił, gdyż w obecnych czasach mówienie o wielkich rzeczach wymaga nie lada odwagi. To pewnie przejaw szerszych różnic kulturowych między nihilizującym Zachodem a niektórymi krajami Wschodu. Nie mogę się po prostu powstrzymać od wrażenia, że na Zachodzie już nikt w nic nie wierzy, podczas gdy w takiej Gruzji wzniesienie toastu za Boga jest czymś najnormalniejszym pod słońcem. Nie chodzi mi tutaj jednak wyłącznie o wiarę religijną, ale o proste przekonanie, że istnieją pewne wartości, za które warto walczyć, żyć i – pić.

Weźmy na przykład taki toast za swój kraj:

Przy każdej okazji, nawet w sytuacjach najbardziej rodzinnych i prywatnych pije on toast “za naszą wspaniałą Gruzję”. W barach również piją taki toast. U nas podobna manifestacja uznana byłaby za zbyt patetyczną. A tutaj jest naturalnym, przyjętym rytuałem (ibidem).

Chodzi mi więc o naturalną inklinację do Piękna, Prawdy i Dobra, która przejawia się właśnie w poetyckich, podniosłych toastach. Jeżeli więc czasem twierdzę, że ratunek dla cywilizacji Zachodu przyjdzie ze Wschodu, to nie chodzi mi o to, że mają tam lepsze instytucje, filozofię polityczną czy cokolwiek w tym rodzaju, tylko o to, że tam co niektórzy jeszcze wierzą, że istnieją pewne wyższe wartości, do których warto dążyć.

Toast musi być poetycki, bo życiu trzeba dodawać piękna. Dobrze jest powiedzieć o błękicie nieba, o zapachu róż, o srebrnych wodach strumienia. Dobrze jest przyrównać wielkość człowieka do wielkości góry Kazbek, a jego wolę i upór do jodły wczepionej korzeniami w szczeliny skalne (ibidem.).

To trochę tak, jak w tym rosyjskim powiedzeniu: “Wszystkich kobiet nie zaliczysz, ale próbować warto”.
I tu tak samo: nikt z nas nie będzie tak szlachetny jak Roland, ale próbować warto. Może więc i Gruzini nie osiągną nigdy Miłości czy Prawdy, ale nie będą twierdzić – jak na Zachodzie – że jej nie ma, albo że nie ma znaczenia, bo to przebrzmiały koncept.

Dlatego lubię gruzińskie toasty – miewają w sobie coś z dobrej opowieści (tak jak bajki). Nie ma w nich przeintelektualizowania i relatywizmu, są za to szlachetni Gruzini i cudowne Gruzinki. No może nie do końca takie wspaniałe:

Pewnego razu przyszedł do Boga samotny mężczyzna i poprosił o stworzenie dla siebie kobiety. Bóg wziął trochę promieni słońca, zadumaną melancholię księżyca, łagodne spojrzenie sarny, drżenie łani, piękno łabędzia, delikatność puchu, lekkość powietrza, świeżość wody. Ażeby jednak uniknąć nadmiaru ckliwości dorzucił nieprzewidywalność wiatru, kłótliwość sroki, płaczliwość chmury i burzliwość nastrojów. Wszystko zmieszał i oddał mężczyźnie, mówiąc: Bierz i radź sobie z tym!
Zatem wznieśmy toast za tę wspaniałą, boską mieszankę!
Źródło: obliczagruzji.monomit.pl

Drugi wymiar rywalizacji polega na tym, kto komu lepiej dogada. Najlepsze są takie toasty, które niby chwalą danego biesiadnika, ale wprawione ucho łatwo zauważy w nich nutkę ironii.

Tak toczą się toasty, nastrój staje się wspaniały, bo każdemu dobrze, każdy po głowie pogłaskany. Jeden drugiemu może patrzeć w oczy. Jeden drugiego może mieć za brata. Ale te peany tylko dla niewprawnego ucha brzmią identycznie wysoko i pochwalnie. Kto ma rutynę,
wie, że jest inaczej. W tych pochwałach jest gradacja, są setki niuansów, tysiące odcieni. Jednych chwalą bardzo, ale innych jeszcze bardziej! Ktoś dostanie pochlebstwo zwyczajne, a ktoś drugi pochlebstwo wspaniałe! A czas też się liczy. O jednym będą mówić pięć minut, a drugiemu dadzą dziesięć.
Dadzą cały kwadrans! (…) W tych warunkach toast, choć zawsze pochwalny, ale jednak różnicowany, jednak stopniowany, staje się formą opinii publicznej, wyrazem poglądów otoczenia, rodzajem prywatnego Gallupa. Toastem dwuznacznym można z kogoś pokpić, toast zbyt letni jest rozumiany jako krytyka.
(Kapuściński, op. cit.).

Na suprze byłem raz i wtedy toasty były następujące – podaję w kolejności: za pokój, wolność, Gruzję, Boga, rodziców, rodzeństwo, zmarłych, zabitych na wojnie, potem (obowiązkowo po poprzednich, które można połączyć w jeden, aby nie było za smutno) za życie, za przyjaźń, za miłość (wtedy z rogów się pije, parami, pary się całują po toaście; z rogów pije się przy najważniejszych toastach z tej prostej przyczyny, że nie można ich odstawić, nie wylewając trunku) i za przodków (z miseczek). Z kolei w Abchazji są trzy obowiązkowe toasty (przynajmniej takie wznosił pewien Abchaz, z którym piłem): pierwszy jest za spotkanie, drugi za poległych, zaś trzeci za gości.

Przy czym to nie jest tak, że się pije np. za pokój i już. Tamada opowiada o tym, że na Zakaukaziu jest co chwila wojna, że pewnie każdy przy stole stracił w ich wyniku kogoś bliskiego i dlatego pokój jest bardzo ważny itd. – i dopiero wtedy się pije.

Albo opowiada się anegdoty. Na tej, na której byłem, tamada opowiedział taką historię o przyjaźni:

Na suprze zobaczono pewnego Gruzina, który pił z dwóch kieliszków. Spytano się go, dlaczego tak robi. On na to, że na łożu śmierci przyjaciela obiecał mu, że będzie zawsze pić za jego pamięć i dlatego pije za siebie i za niego. Wspaniały człowiek – pomyślano. Po paru miesiącach zobaczono go znowu, na innej suprze – teraz jednak pił tylko z jednego kieliszka! Zaniepokojono się – przecież obiecał! – i spytano się, dlaczego pije tylko z jednego kieliszka, przecież obiecał swojemu przyjacielowi. On odparł, że niedawno był u lekarza, który powiedział mu, że ma chorą wątrobę i nie może pić alkoholu, gdyż może umrzeć, dlatego pije teraz tylko za pamięć przyjaciela. Wypijmy zatem za to, aby doświadczyć takiej prawdziwej przyjaźni.

Na koniec, w ramach podsumowania na temat gruzińskiego toastu, oddajmy ostatni raz głos Kapuścińskiemu – nie przepadam za nim, ale nie ma sensu powtarzać tego, co zostało już napisane – zwłaszcza, że nie opiszę tego lepiej, bo byłem tylko na jednej suprze:

Jest właśnie rodzajem rozmowy, jest etykietą i zarazem formą improwizacji panegirycznej. Każdy, kto jest za stołem, dostanie głos i skwapliwie z niego skorzysta: wygłosi toast. Najpierw pójdą toasty obowiązkowe: za Gruzję, za przodków, za rodzinę, za partię przewodniczkę, za Szotę Rustawelego, za Poranek Naszej Ojczyzny. A potem będzie seria toastów wzajemnych – jeden wznosi toast za drugiego. Toast mówi się kilka minut, można mówić pół godziny. Przy stole zapada cisza. Wszyscy słuchają z najwyższą uwagą. Jeżeli mówiącemu toast idzie dobrze, wszyscy kiwają głowami z uznaniem, jeżeli zaczyna mącić, odzywa się pomruk niezadowolenia. Toast to ważne expose, które się będzie potem długo dyskutować, roztrząsać, powtarzać. Są toasty, które przeszły do historii jak jakieś eposy czy kroniki. Są mistrzowie toastów, których się specjalnie zaprasza, bo pięknie improwizują. (…) Najważniejsze jednak, żeby toast był afirmujący, maksymalnie pozytywny. W tym jest zawarty cały sens obyczaju. Kto dostaje głos, wygłasza toast na cześć kogoś z obecnych. Nieważne, kim jest ten uczczony, jaka jest jego profesja, jakie jego talenty. Wystarczy, że siedzi przy stole, to znaczy, że został dopuszczony, a skoro tak, jest wspaniały, jest wielki, musi być wielki! I oto mając za swojego sąsiada przy stole cichego urzędnika poczty w Zugdidi, dowiaduję się nagle z toastu, że to człowiek niezwykły, tytan pracy, dobry anioł, który roznosi po domach radość, dusza miasteczka, druh niezastąpiony i najlepszy, autor jakiegoś pomysłu, który zmienił pocztowe oblicze świata, przykładna głowa rodziny, wielbiony przez dzieci papa itd., itd.

Wypijmy zatem za to, aby ludzie na Zachodzie nie bali się podniosłych słów i dążyć do Prawdy, Dobra i Piękna. Gaumardżos!

Pirosmani

Advertisements
This entry was posted in Abchazja, Gruzja and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Toasty na Zakaukaziu

  1. Pingback: Timur i jego drużyna | Kawa i rakija

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s